Archiwum 16 maja 2018


maj 16 2018 Podsumowanie 36. kolejki Lotto Ekstraklasy...
Komentarze: 0

Za nami przedostatnia kolejka spotkań w ramach sezonu 2017/18, w którym rozstrzygnięcia zarówno na szczycie jak i na dnie tabeli pozostają jeszcze sprawą otwartą. O mistrzostwo wciąż marzą zarówno piłkarze jak i kibice Jagiellonii Białystok, zaś walka o obronę tytułu w wykonaniu Legii Warszawa rozegra się Poznaniu, a więc na terenie znienawidzonym przez sympatyków stołecznego klubu. Podopiecznym Deana Klaufiricia wystarczy remis, aby mistrzowska feta ponownie odbyła się na placu Zamkowym w Warszawie. 


Nic jednak nie jest jeszcze przesądzone, gdyż Lech ma jeszcze o co walczyć. Nie chodzi tu jednak o kolor medalu, jakie zawisną na szyjach piłkarzy niedawno osieroconych przez Nenada Bielicę, zwolnionego na kilka dni przed rozpoczęciem 36. serii spotkań. "Kolejorz" chce się zrehabilitować przed własną publicznością za niepowodzenia jakim była zarówno porażka przy Bułgarskiej z Jagiellonią 0:2 jak i ostatnio pechowo zremisowany mecz z Wisłą w Krakowie.


Jak już wspomniałem, Lech ma już zapewniony medal, jednak z racji obecnej sytuacji w tabeli będzie on brązowy. Nawet przy porażce z Legią i zwycięstwie Wisły Płock z Jagiellonią w ostatniej serii spotkań, podopieczni Rafała Ulatowskiego pozostaną na najniższym stopniu podium. Inaczej ma się sytuacja wspomnianej "Dumy Podlasia". Sprowadzony przed rozpoczęciem bieżącego sezonu z Chrobrego Głogów trener Ireneusz Mamrot na pewno nie pozwoli swoim piłkarzom na odpuszczenie sobie meczu z "Nafciarzami". Zadanie mają jednak bardzo trudne, bowiem rewelacyjnie spisujący się podopieczni Jerzego Brzęczka również mają o co grać. Czwarte miejsce w tabeli uprawnia do gry w Lidze Europy, a płocczanie obecnie okupują właśnie tę lokatę z dorobkiem 57 punktów (tyle samo ma Górnik Zabrze, zaś o dwa mniej Wisła Kraków).


Jeżeli sama myśl o tym, że kwestia tytułu Mistrza Polski w sezonie 2017/18 rozstrzygnie się dopiero w ostatniej kolejce wywołuje wielkie emocje w Warszawie i Białymstoku, to z pewnością niemałą dawkę adrenaliny dostaną kibice zgromadzeni na Arenie Zabrze, gdzie Górnik zmierzy się z walczącą o powrót do europejskich pucharów Wisłą. Krakowianie po raz ostatni posmakowali gry w Europie przy okazji rywalizacji w 1/16 Ligi Europy ze Standardem Liege (zakończonym 1:1 na korzyść Belgów z powodu bramki strzelonej na wyjeździe) czyli sześć lat temu. Joan Carillo ma o wiele świeższe wspomnienia z gry w europejskich pucharach. W ubiegłym sezonie doprowadził HNK Hajduk Split do IV rundy el. Ligi Europy, odpadając po zaciętej walce z Evertonem (0:2 i 1:1).


Pozostając w temacie Wisły nie sposób nie wspomnieć o bardzo ważnym wydarzeniu w najnowszej historii krakowskiego klubu. Po ponad 17 latach pożegnano wieloletniego kapitana wiślaków, Arkadiusza Głowackiego oraz jednego z najlepszych strzelców w historii "Białej Gwiazdy", czyli Pawła Brożka. Już sama konferencja prasowa, którą zorganizowano na kilka dni przed meczem z Lechem Poznań wywarła ogromne wrażenie. Wszystkim udzieliło się ogromne wzruszenie na czele z panią prezes, rzeczniczką prasową oraz samymi piłkarzami, których wyjątkowo można było tego dnia ujrzeć w garniturach zamiast w strojach Wisły Kraków.


Pożegnanie obu zawodników odbyło się również na boisku, bezpośrednio przed ligowym starciem z poznaniakami. Uhonorowano przy tym fakt, iż popularny "Głowa" reprezentował barwy Lecha Poznań u progu swej bogatej kariery w latach 1996-1999. I właśnie z tego klubu przeszedł do Krakowa, co sam piłkarz zaznaczył podczas konferencji prasowej mówiąc, że nie byłoby go tutaj gdyby nie Lech.


W związku z kontuzją, Głowacki nie mógł wystąpić przed własną publicznością przeciwko swojemu byłemu klubowi, jednak na brak doświadczonego stopera w szeregach "Białej Gwiazdy" nie można było narzekać, gdyż z tej roli doskonale wywiązywał się pochodzący z krakowskiej Nowej Huty Marcin Wasilewski. Umiejętnie kierując formacją obronną, sam niejednokrotnie swoimi interwencjami wybijał rywalom z głowy marzenia o zdobyciu bramki. Również dzięki postawie "Wasyla" i spółki, krakowianie zdecydowanie poprawili się jeżeli chodzi o ilość traconych goli. Ostatnie trzy mecze (w tym dwa na wyjeździe) zagrali na "zero z tyłu". W tym samym okresie Wisła odniosła komplet zwycięstw, przez co do samego końca zachowają matematyczne szansę na czwarte miejsce w tabeli, premiujące do gry w I rundzie el. Ligi Europy.


Sam mecz nie zawiódł, gdyż było w nim wszystko, co charakteryzuje mecz drużyn grających o wysokie cele. Mieliśmy dużo strzałów (po 9 na obie bramki), nerwowe sytuacje (żółtymi kartkami zostali ukarani nawet zawodnicy siedzący na ławce rezerwowych gości, czyli Jasmin Burić oraz Emir Dilaver. Ten drugi celowo nie wystąpił przeciwko Wiśle, aby z nadmiaru kartek nie pauzować w ostatnim meczu z Legią. Teraz wiadomo, że Austriak urodzony w Bośni co prawda pojawi się 20 maja na stadionie przy ul. Bułgarskiej, ale tylko w charakterze widza.


O końcówce tego spotkania powiedziano już chyba wszystko. Wpuszczony na ostatnie 20 minut meczu Paweł Brożek z trudem powstrzymywał łzy. Ostatni mecz w barwach Wisły w Krakowie i to w dodatku w opasce kapitańskiej, którą schodzący w tym samym czasie inny zasłużony dla klubu zawodnik - Rafał Boguski przekazał "Broziowi". I choć nikt od niego nie oczekiwał cudów, to on - jak za dawnych lat - tego cudu dokonał na oczach ponad 20 tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie przy ul. Reymonta. W 99. minucie Mitrović posyła piłkę na połowę przeciwnika, najwyżej do niej doskakuje Arsenić, który głową zagrywa ją do Brożka, a ten energicznie zabiera się z nią w pole karne i z ostrego kąta pokonuje Matúša Putnockýego. Takiego szału na trybunach nie było od bardzo dawna, zaś sam piłkarz na swoją 139. bramkę w polskiej ekstraklasie od niemal roku (ostatnia przeciwko Pogoni Szczecin 20 maja 2017 roku)! Chwilę później sędzia zakończył spotkanie i Wisła znowu ma szansę zagrać w europejskich pucharach, o ile pokona na wyjeździe Górnika Zabrze, a Jagiellonia - jak przystało na klub walczący o prymat w lidze - rozprawi się z Wisłą Płock.


Zajrzyjmy teraz na drugą połowę tabeli. Przegrywając 0:1 z Cracovią, Sandecja Nowy Sącz definitywnie żegna się już z elitą polskiej piłki i w następnym sezonie wróci do I ligi. Przez cały sezon uzbierali raptem 32 punkty, zwyciężając zaledwie sześciokrotnie. Odznaczyli się również największą liczbą remisów w lidze (14), z czego najcenniejszym zdaje się być ten wywieziony z Poznania w lipcu 2017. Nota bene, ekipa z Małopolski drugi raz bezbramkowo zremisowała z "Kolejorzem" grając w Niecieczy w roli gospodarza w listopadzie ubiegłego roku. Najbardziej zaś spektakularnym triumfem należy nazwać pokonanie w Białymstoku dzisiejszego wicelidera tabeli po golach Aleksandyr Kolewa, Mateusza Cetnarskiego oraz Wojciecha Trochima. Gospodarze zdołali odpowiedzieć zaledwie bramką Cilliana Sheridana. Irlandczyk po bardzo dobrej wiośnie w sezonie 2016/17 w obecnym mocno spuścił z tonu i wiele wskazuje na to, że obecny skończy z dorobkiem pięciu bramek, choć zagrał w niemal dwukrotnie większej ilości meczów w porównaniu ze wcześniej wspomnianym okresem, w którym zdobył osiem bramek i był jednym z pozytywnych niespodzianek rundy wiosennej 2017 roku.


O ile Sandecja w ostatniej serii spotkań sezon 2017/18 zagra bez żadnej presji, udając się w długą podróż nad morze, by zmierzyć się z Lechią Gdańsk, o tyle Termalica Bruk-Bet Nieciecza oraz Piast Gliwice rozegrają między sobą mecz "o wszystko". Zwycięstwo którejkolwiek z drużyn zapewni jej utrzymanie, zaś przegrany będzie musiał się pogodzić z grą na zapleczu Lotto Ekstraklasy w kolejnym sezonie. W teoretycznie korzystniejszej sytuacji są popularne "Słoniki" prowadzeni przez Jacka Zielińskiego - ojca sukcesów Lecha Poznań w Lidze Europy w sezonie 2010/11, kiedy po nieudanym szturmie na Ligę Mistrzów wygrali walkę o fazę grupową z Dnipro Dniepropietrowskiem, zaś potem toczyła owiane już legendą boje z wielkimi europejskimi firmami takimi jak Juventus Turyn czy Manchester City. Choć w międzyczasie zwolniony za słabe wyniki Lecha na krajowym podwórku, widać było jego trenerską rękę w meczach pod wodzą Jose Bakero, któremu dane było podziwiać jak "Kolejorz" rozprawia się z "The Citizens" u siebie 3:1, a każdy, kto tego magicznego wieczoru był przy ul. Bułgarskiej, zapamięta cudowną bramkę Możdżenia zza pola karnego do końca życia.


Po drugiej stronie barykady stoi były selekcjoner reprezentacji Polski oraz uwielbiany w Chorzowie "Waldek King", czyli Waldemar Fornalik. Tym razem nie prowadzi już Ruchu do kolejnego ligowego podium tylko walczy o utrzymanie jej nota bene lokalnego rywala - Piast Gliwice. Kadrowo wydaje się, że miejsce "Piastunek" jest znacznie powyżej strefy spadkowej. W bramce niezmiennie od lat gra Jakub Szmatuła. Zimą obronę wzmocnił wypożyczony z Legii Jakub Czerwiński, który ma w swoim CV nie tylko grę dla stołecznego klubu ale również występy w europejskich pucharach oraz...Termalice. To z nią awansował po sezonie 2014/15 do Ekstraklasy, jednak w niej grał już w Pogoni Szczecin, tworząc z Jarosławem Fojutem zgraną i przede wszystkim skuteczną parę stoperów. Linia pomocy gliwiczan również wygląda nieźle pod względem personalnym. Konstantin Vassiljev przed obecnym sezonem wrócił do Piasta po dwóch znakomitych sezonach w Jagiellonii Białystok i choć wiązano z nim bynajmniej nie bezpodstawnie ogromne nadzieje, stał się jednym z największych rozczarowań dla walczącego teraz o ligowy byt klubu z Górnego Śląska. Warto jeszcze wspomnieć o takich piłkarzach jak Saša Živec (trzy gole w ostatnich sześciu meczach) czy Michal Papadopulos, którym nie można odmówić umiejętności, jednak tylko ten pierwszy może się pochwalić w miarę równą formą i kto wie czy właśnie nie Słoweniec okaże się zbawieniem dla Piasta w tym decydującym meczu przeciwko Niecieczy.


Brak podziału punktów w zmodyfikowanej formule "ESA37" bynajmniej nie sprawił, że końcówka sezonu stała się mniej atrakcyjna. Żaden zespół z czołówki nie zdołał ani wypracować ani tym bardziej utrzymać bezpiecznej przewagi nad swoimi najgroźniejszymi rywalami, dlatego w najbliższy weekend czeka nas niezwykle ekscytujący finał zarówno w górnej jak i dolnej ósemce. Czy Legia postawi "kropkę nad i" w meczu na wyjątkowo wrogim terenie i zdobędzie piąty w ciągu ostatnich sześciu lat tytuł Mistrza Polski? Jak presję związaną z walką o puchary zniosą Wisła Płock i Górnik Zabrze i czy tę dwójkę nie pogodzi czająca się za nimi krakowska Wisła? Wreszcie, czy Małopolska stanie się uboższa o więcej niż jeden klub w krajowej elicie i w następnym sezonie będzie reprezentowana wyłącznie przez Cracovię oraz Wisłę Kraków? Na to ostatnie pytanie poznamy odpowiedź już 19 maja, zaś wszelkie wątpliwości co do układu górnej połowy tabeli zostaną rozwiane dzień później. 


Terminarz meczów 37. kolejki Lotto Ekstraklasy w sezonie 2017/18


Lech Poznań - Legia Warszawa 20 maja, 18:00

Górnik Zabrze - Wisła Kraków 20 maja, 18:00

Jagiellonia Białystok - Wisła Płock 20 maja, 18:00

Korona Kielce - Zagłębie Lubin 20 maja, 18:00

Arka Gdynia - Śląsk Wrocław 19 maja, 18:00

Piast Gliwice - Bruk-Bet Termalica Nieciecza 19 maja, 18:00

Cracovia - Pogoń Szczecin 19 maja, 18:00

Lechia Gdańsk - Sandecja Nowy Sącz 19 maja, 18:00